Menu

Wiedza Tajemna

BLOG O PSYCHOTERAPII

WIEM, ŻE NIC NIE WIEM

huberthryc

25 sierpnia zmarł Andrzej Wiśniewski, jeden z moich nauczycieli i największych zawodowych autorytetów, a przy tym człowiek niezwykle ciepły, otwarty na innych, promieniujący spokojem i pogodą ducha.

Jest wiele osób, które znały Andrzeja dłużej i lepiej ode mnie i to one będą pisać o nim wspomnienia. Formą upamiętnienia z mojej strony niech będzie wpis o jednej z najważniejszych rzeczy, której się od niego nauczyłem, dotyczących zarówno psychoterapii, jak i życia w ogóle.

 

***

 

Mamy pokusę, żeby wiedzieć i znać prawdę. Szczegółowo opisywać to, jaki jest świat i jakie prawa nim rządzą. Jesteśmy bardzo przywiązani do tego, że coś wiemy. Bronimy naszej "wiedzy" przed twierdzeniami, które ją kwestionują, znajdujemy dowody na jej prawdziwość, chcemy przekazywać ją innym. Czasem przychodzi jednak odkrycie, że "wiedza" innych osób może być zupełnie inna, choć wcale nie gorsza od naszej, nie mniej poparta dowodami, przemyśleniami, doświadczeniem wielu ludzi. To odkrycie otwiera nas na innych, ale jednocześnie wywołuje głęboki egzystencjalny niepokój związany z przeświadczeniem, że wiedzy o świecie nie da się uporządkować. Nie da się poczuć w nim całkiem bezpiecznie i stabilnie. Nikomu jeszcze nie udało się zrozumieć świata "do końca".

Twierdzenie, że prawda nie istnieje, a wszystko to, co za nią uznajemy, jest tylko wytworem społecznych konstruktów i konwenansów, jest istotą postmodernizmu, trendu w filozofii i kulturze, który rozwija się od lat sześćdziesiątych XX wieku. Z jednej strony jesteśmy na wskroś przesiąknięci takim myśleniem - jest to klimat intelektualny, w jakim żyjemy, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Z drugiej strony, podejście postmodernistyczne jest też szeroko krytykowane i obarczane odpowiedzialnością za rzekomy upadek moralny zachodnich społeczeństw, zburzenie wielowiekowego porządku społecznego i kwestionowanie podstawowych wartości, na których opiera się nasza cywilizacja.

Postmodernizm, zwłaszcza w swoich skrajnych nurtach negujących istnienie jakiejkolwiek obiektywnej rzeczywistości, może wydawać się nieco absurdalny i oderwany od - notabene - rzeczywistości. Okazuje się jednak, że ta akademicka teoria jest bardzo blisko realności pracy w gabinecie psychoterapeutycznym. Uznanie niepoznawalności prawdy jest świetną podstawą psychoterapii. I samo w sobie może być terapeutyczne.

Jako psychoterapeuci jesteśmy ekspertami od ludzkiego umysłu i zachowania. Oczekuje się od nas, że będziemy potrafili diagnozować zaburzenia psychiczne, tłumaczyć, skąd się biorą, wydawać opinie. Mówić, co jest normą, a co patologią. Co zdrowiem, a co chorobą. Nie uchylamy się od tej odpowiedzialności. Jednak w praktyce osią naszej pracy jest właśnie to, że nie wiemy.

Naprawdę nie wiemy.

Ja też nie wiem. Mam wystarczająco dużo pokory wobec rzeczywistości, żeby widzieć, ile jest sprzecznych diagnoz psychiatrycznych, ile zupełnie różnych teorii psychoterapeutycznych, ile wyników badań, które do siebie nie pasują, w końcu - ile przeróżnych ludzkich doświadczeń.

Na marginesie, często tworzy to zgrzyt na styku psychologii i funkcjonowania różnych instytucji, kiedy oczekuje się od nas jednoznacznych ocen i stwierdzania faktów. Na przykład przy opiniowaniu. Na przykład w sądzie. Nie wszyscy rozumieją meandry postmodernizmu...

Tymczasem pokazywanie tych meandrów i wprowadzanie w nie pacjenta samo w sobie jest terapeutyczne. Dlaczego?

Myślę, że ludzie mają wystarczająco dużo doświadczeń, że ktoś im coś narzucał. Nie respektował ich świata, ich uczuć, myśli, potrzeb. Rodzice niestety zbyt często mylą wychowanie dziecka z narzucaniem mu swojej wizji świata. Dodajmy do tego często szkołę, kościół, polityków, media, twórców reklam. Nieraz rolę tę przejmują też bliscy - żona, mąż, przyjaciele... Spotkanie z terapeutą, który nie ma z góry wyrobionego zdania i jest naprawdę zaciekawiony tym, co ktoś ma mu do powiedzenia, jest wtedy niezwykle świeżym, otwierającym doświadczeniem. Sprawia, że ludzie zaczynają czuć się bezpiecznie w relacji, może pierwszy raz od urodzenia. Opuszczają tarczę, zdejmują zbroję, zyskują więcej miejsca na odetchnięcie pełną piersią, życie bez lęku i napięcia. Rozkwitają. Tworzy się klimat sprzyjający poczuciu własnej siły, odrębności, tego, że można mieć różne uczucia i potrzeby. Nie tylko te, które odpowiadają ludziom wokół.

Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego postawa uznania niepewności swojej wiedzy i "nieoceniającego zaciekawienia" jest lecząca. Osią zaburzeń osobowości jest często sztywność i brak otwartości w relacjach. Innymi słowy, często powodem naszego cierpienia jest to, że wycofujemy się z autentycznego kontaktu, z relacji z prawdziwym, całym człowiekiem z jego emocjami, potrzebami i myślami. Zamiast tego "projektujemy" na niego na przykład swoje własne, nieakceptowane przez nas, cechy. Albo idealizujemy go, żeby później doświadczyć bolesnego rozczarowania. Albo skupiamy się na obronie przed wyobrażoną próbą dominacji, sami zaczynając dominować - zamiast szacunku pojawia się dążenie do zwalczania drugiej osoby. Terapia w takim przypadku pełni rolę praktycznego kursu bycia w bliskiej relacji. Uczymy się na niej spoglądania z różnych perspektyw, zamiast zawsze z jednej i tej samej. Uczymy się zaciekawienia i eksplorowania nowych obszarów, zamiast trzymania się starych, wydeptanych ścieżek pełnych wybojów, piasku i błota.

Nie dotyczy to tylko relacji. W psychologii znane jest zjawisko tzw. dysonansu poznawczego, czyli stanu, w którym zauważamy, że dwie uznawane przez nas prawdy wykluczają się. Większość z nas jest bardzo przywiązana do tego, żeby nasza wizja świata była spójna i nie zawierała takich dysonansów. Tymczasem najlepszym sposobem poradzenia sobie z tym nieprzyjemnym stanem jest zaakceptowanie go jako nieodłącznej części rzeczywistości. Blisko już stąd do twierdzenia, że nie ma jednej prawdy, a życie polega na poruszaniu się pomiędzy sprzecznymi uczuciami, wartościami i sądami.

Osobiście uważam, że prawda istnieje, ale jest ona ostatecznie niepoznawalna. Można i warto się do niej zbliżać, ale twierdzenie, że się ją poznało, jest oszukiwaniem samego siebie.

Pojawia się pytanie - czy takie postmodernistyczne myślenie nas nie rozmywa? Naszej tożsamości? Naszych wartości? Odpowiedzialności za wybory, których dokonujemy?

Możliwe, że zagraża naszym potrzebom zakorzenienia i sensu. Tracimy poczucie łączności ze wspólnotą, bycia częścią większej całości. Kiedy społeczność jest bardziej jednorodna i istnieją w niej jasne, określone, niezmienne prawdy, niepokój jej członków jest dużo mniejszy. Przynajmniej tych, którzy są w stanie uznać te prawdy za swoje, bo ci, którzy nie dadzą rady, są wykluczeni i prześladowani i nie jest im wcale do śmiechu. Ceną za większą otwartość na różne prawdy i punkty widzenia jest więc niepokój. Z drugiej strony, nasze wartości są nimi wtedy nie dlatego, że muszą nimi być, tylko dlatego, że decydujemy się je wyznawać. Nie rozmywa to więc odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie - stajemy się w pełni odpowiedzialni za nasze wybory i działania i nie możemy już mówić, że zrobiliśmy coś, bo "tak trzeba".

W praktyce w gabinecie psychoterapeutycznym również zdarzają się sytuacje, kiedy zamiast budować tylko klimat akceptacji i zaciekawienia, trzeba postawić granice, nazwać coś po imieniu, wyrazić opinię z pozycji eksperta. Okazuje się, że o ile jest miejsce na akceptację przeżywania i mówienia o wszystkich swoich emocjach, potrzebach i myślach, o tyle nie zawsze dotyczy to zachowań. Owszem, pacjenci są zachęcani do tego, żeby zachowywać się spontanicznie, zarówno w terapii, jak i w życiu - o ile jest to możliwe i dobre dla nich oraz nie przekracza granic innych osób. Mam tu na myśli na przykład wszystkie przypadki przemocy.

Nie wyklucza się to z perspektywą postmodernistyczną. Normy społeczne i moralne co prawda nie istnieją z jej punktu widzenia obiektywnie, ale niewątpliwie istnieją w jakimś konkretnym kontekście i z jakichś punktów widzenia - można więc je tworzyć. A nawet powinno się to robić i jest to całkiem naturalne. Kiedy spojrzymy na dzieci, widzimy jak bardzo potrzebują one właśnie granic i nazwania tego, co jest dobre, a co złe. Dotyczy to też dorosłych. Jeśli będziemy stawiać te granice mądrze i tam, gdzie one są rzeczywiście potrzebne, damy pacjentom punkty odniesienia, z których będą mogli korzystać.

Wspomniany na początku Andrzej Wiśniewski bardzo mocno wierzył w podejście oparte na zaciekawieniu i akceptacji dla różnorodności oraz uznaniu swojej niewiedzy i wyjściu z roli eksperta. Jednak wiele z jego przykładów skutecznych interwencji terapeutycznych dotyczyło właśnie sytuacji, w których wychodził z tego schematu. Nazywał rzeczywistość z punktu widzenia autorytetu, który nadaje ramy. Wyznacza, co można robić, a czego nie. Wskazuje, że jakieś zachowanie jest niedopuszczalne.

Podejścia psychoterapeutyczne różnią się między sobą stosunkiem do wiedzy i prawdy. Podejście postmodernistyczne świetnie sprawdza się w terapii rodzin i terapii par, gdzie umiejętność poszerzania swoich horyzontów i otwierania się na prawdę inną, niż nasza własna, tworzy przestrzeń do dialogu i zbliżania się do siebie, odkrywania siebie nawzajem. Terapeuta jest tam uważany nie za eksperta, a za jedną z kilku osób w gabinecie, która może mieć własne zdanie i je wyrażać, ale nie rości sobie prawa do posiadania racji. Podobną rolę przyjmują terapeuci pracujący w nurcie humanistycznym. W psychoanalizie natomiast wiedza jest uważana za główny punkt odniesienia, jest więc tendencja do uznawania teorii psychoanalitycznej za obiektywną prawdę. W związku z tym poświęca się tam dużo czasu na diagnozę i szukanie "właściwego" rozumienia pacjenta, uzależniając od tego skuteczność terapii. Dobrym przykładem tego, jak różne mogą być punkty widzenia na ten aspekt rzeczywistości, są dwa współczesne nurty psychodynamiczne - ISTDP oraz Terapia Oparta na Mentalizacji. W ISTDP widzi się terapeutę jako eksperta i podkreśla się, że interwencje powinny wprost nazywać mechanizmy obronne, nie zostawiając przestrzeni na "gdybanie", bo buduje to poczucie pewności u pacjenta i zaufanie do terapeuty, co sprzyja zmianie. Terapia Oparta na Mentalizacji podkreśla natomiast terapeutyczną rolę modelowania przez terapeutów otwartości na różne punkty widzenia oraz tolerowanie i akceptację tego, że inne osoby mogą czuć i myśleć inaczej. Oba podejścia opierają się na bardzo podobnej teorii i wydaje się, że po prostu inaczej rozkładają akcenty.

Które z nich ma rację? Pewnie oba. A może żadne? A może racja nie istnieje?...

 

***

 

Do kin wszedł film dokumentalny Pawła Łozińskiego "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham", dokumentujący terapię prowadzoną przez profesora Bogdana de Barbaro. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak w praktyce wygląda praca terapeutyczna w podejściu postmodernistycznym, warto obejrzeć ten film. Profesor de Barbaro jest bowiem jednym z głównych przedstawicieli tego podejścia w Polsce. Można zapoznać się też z jego artykułem na ten temat.

 

 

Zapraszam do polubienia "Wiedzy Tajemnej" na Facebooku!

Zapraszam do kreowania rzeczywistości poprzez komentowanie!

 

Do zobaczenia!

 

 

 

Komentarze (17)

Dodaj komentarz
  • fuks_ja32

    Witam. Jak zwykle fantastyczny artykuł, aż żałowałam, że nie dłuższy. To, o czym piszesz bardzo pasuje do nurtu terapeutycznego, w którym ja pracuję - Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Mimo całego mojego szacunku do podejścia psychodynamicznego i miłości do Freuda, ubolewam nad tym, że tak mało jest TSR-owców w mojej części Polski. Ciekawa jestem, co Ty myślisz o tym podejściu? Może warto byłoby je przedstawić? Pozdrawiam, Anita Rawa-Kochanowska

  • Gość: [SI ZA] *.dynamic.chello.pl

    Nie znałam go osobiście, ale dużo słyszałam na jego temat. Szkoda

  • Gość: [banksy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Moje doswiadczenia z terapia sa zgoła odmienne. Moj terapeuta wiedzial lepiej ode mnie, wszystko co nie zgadzało sie z jego postrzeganiem mojej problematyki interpretował jako opór, sprawial, ze czułam sie wyjatkowo niepewnie w tej relacji a na koncu o niepowodzenie terapii oskarzył w 100% mnie. To nie bylo doswiadczenie rozkwitania tylko znaczacego nadszarpniecia i tak mizernych zasobow psychicznych. Co nalezy zrobic w takiej sytuacji?

  • Gość: [banksy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    To moze oczekujac na odpowiedz zadam jeszcze jedno pytanie- skoro jest wiele sprzecznych diagnoz, nieprzystajacych do siebie teorii a osia pracy terapeutow jest to ze nie wiedza, naprawde nie wiedza- to jakim cudem terapeuci z nurtu ISTDP nagle wystepuja w roli eksperta i nie ma tam miejsca na gdybanie i rozne perspektywy? Czyzby oni nie mieli pokory wobec skomplikowanej rzeczywistosci, nie dostrzegali zlozonosci i niedefiniowalnosci swiata? Wyobrazam sobie, ze pacjenci, ktorzy potrzebuja relacji zaleznosci i oparcia sie na kims, " kto wie" moga byc zadowoleni ale jesli traktujemy powaznie Pana refleksje, ze terapeuci serio nie wiedza- to czy to nie jest uzurpacja ta rola terapeuty jako eksperta/ autorytetu?

  • huberthryc

    Banksy, rozumiem, że to było dla Ciebie trudne doświadczenie, ale nie namówisz mnie na ocenianie na blogu pracy innego terapeuty. To zbyt skomplikowane, żeby tutaj wydawać osądy. W sytuacji, gdy masz poczucie, że Twoje granice są przekraczane, należy traktować z uwagą i powagą samego siebie, terapeutę i terapię i przede wszystkim rozmawiać o tym, co czujesz.

    Co do ISTDP... Po pierwsze, psychoterapeuci jakiegokolwiek nurtu są, owszem, ekspertami od ludzkiej psychiki - nie neguję tego w tym wpisie. Terapeuci ISTDP nie różnią się tu więc od pozostałych. Moim zdaniem powinna być to raczej kwestia techniczna - terapeuci jednych nurtów będą bardziej podkreślać to, że ich opinia jest tylko ich opinią, a innych, takich jak ISTDP czy klasyczna psychoanaliza, będą mówić z pozycji autorytetu. Co więcej, ostatecznie zależy to pewnie bardziej od osobowości i decyzji konkretnego terapeuty, niż nurtu, w jakim pracuje. Nie zajmowanie pozycji autorytetu nie jest jakąś żelazną zasadą w terapii, podobnie jak nie jest nią pytanie o uczucia, interpretowanie, czy nie ujawnianie osobistych informacji. Mam swoje zdanie na temat tego, co jest ważne, a co nie w terapii i opisuję to na blogu, ale nie jestem właścicielem jedynej prawdy. Inni terapeuci mogliby się ze mną nie zgodzić w poszczególnych kwestiach.

    Przy okazji chciałbym dodać, że ISTDP to naprawdę warta polecenia metoda terapii, a jej skuteczność poparta jest wieloma badaniami i doświadczeniem pacjentów. Z przekonaniem stosuję wiele jej elementów, chociaż akurat przemawianie z pozycji autorytetu nie jest jednym z nich.

  • Gość: [banksy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dzieki za wyjasnienia.
    Pisze Pan: "Naprawdę nie wiemy. Ja też nie wiem. Mam wystarczająco dużo pokory wobec rzeczywistości, żeby widzieć, ile jest sprzecznych diagnoz psychiatrycznych, ile zupełnie różnych teorii psychoterapeutycznych, ile wyników badań, które do siebie nie pasują, w końcu - ile przeróżnych ludzkich doświadczeń."
    Czy wobec tego terapeuci psychoanalityczni czy nurtu ISTDP przyjmujac postawe autorytetu i nie pozostawiajac miejsca na gdybanie- nie maja wystarczajaco duzo pokory wobec rzeczywistosci żeby widzieć, ile jest sprzecznych diagnoz psychiatrycznych, ile zupełnie różnych teorii psychoterapeutycznych, ile wyników badań, które do siebie nie pasują, w końcu - ile przeróżnych ludzkich doświadczeń."
    Pan zaklada, ze nie wie, naprawde nie wie a oni zakladaja, ze wiedza, naprawde wiedza?:)

  • Gość: [banksy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A moze terapeuci psychoanalityczni i ISTDP prywatnie, na wlasny uzytek tez maja w sobie pokore i swiadomosc, ze ostatecznie nie wiedza ale na uzytek terapii tworza fikcje, w ktorej pacjent ma uznac ich autorytet? Ale jak w takich warunkach rozpoznac co jest prawda pacjenta a co narzucona przez terapeute jego wizja?

  • Gość: [banksy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ech, dwa miesiace minely a odpowiedzi brak. W jakim celu Pan zacheca do komentowania i "kreowania rzeczywistosci" skoro nie potrafi Pan/ nie chce podjac dyskusji?

  • afalara

    Szkoda że już nie pojawiają się nowe wpisy, bo naprawdę lubię tutaj wracać:)

  • ewaschabek

    Świetny wpis :) zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Czekamy na więcej.

  • Gość: [Magdalena Nalaskowska] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ciekawie to określiłaś, nawet podoba mi się takie podejście do tematu. Niezły wpis, gratuluję :D

  • Gość: [Karol] 95.40.31.*

    ciekawy wpis, takie czyta się z przyjemnością, szkoda,że już nie piszesz... :c

  • centrum-ja

    Bardzo fajny wpis. Dość inspirujący. Szkoda, że nie pojawiają się już kolejne.
    Pozdrawiam.

  • kamilaaa552

    Tytuł bardzo adekwatny do treści. Ciekawy wpis, miło się czytało. Czekam na więcej takich! ;) Pozdrawiam

  • Gość: [Kamil] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dość długi wpis ale przeczytałem cały tak mnie wciągnął. Świetnie, czekam na więcej! ;)

  • patryk85xc

    Wpis jest bardzo tematyczny i ciekawy. Dużo prawdy którą również popieram ;) Mam nadzieję, że kolejne wpisy się pojawią ;)

  • gossmes

    Dokładnie. Nie można było tego lepiej ubrać w słowa. Wpis genialny, treść porywająca. Pozdrawiam i czekam za nowymi wpisami!
    S.O.S KAC

Dodaj komentarz

© Wiedza Tajemna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci