Menu

Wiedza Tajemna

BLOG O PSYCHOTERAPII

WIĘŹ

huberthryc

 

Dziś chciałbym opowiedzieć o tym, jak kształtuje nas więź z innymi. To jakość tej więzi sprawia, że różnimy się między sobą poczuciem bezpieczeństwa, zaufania do samego siebie, a być może przede wszystkim umiejętnością obserwacji i uświadamiania sobie swoich stanów emocjonalnych oraz potrzeb.

O emocjach i ich roli w naszym życiu pisałem na tym blogu już wielokrotnie (tu, tu i tu). Tym razem chciałbym jednak skupić się na tym, co kształtuje sposób, w jaki przeżywamy swoje emocje, dlaczego tak się dzieje i jak to wszystko działa. Czyli na więzi.

Badania nad więzią toczą się już od kilkudziesięciu lat - zostały zapoczątkowane przez Johna Bowlby, Mary Ainsworth i Mary Main i kontynuowane są do dzisiaj przez wielu psychologów, psychoterapeutów, pedagogów, neurobiologów i innych badaczy. Przynoszą coraz więcej doniosłych rezultatów i ważnych wniosków. Jakich? No więc, mam dla Was dwie wiadomości - dobrą i złą. Najpierw zła.

Na rodzicach spoczywa naprawdę ogromna odpowiedzialność za to, czy ich dzieci będą w przyszłości szczęśliwe, jak będą kształtować swoje życie, czy będą umiały dbać o swoje potrzeby i tworzyć udane związki i przyjaźnie. Ma to też wpływ na ich sukcesy zawodowe, zdrowie, powodzenie u płci przeciwnej oraz to, jak same będą sobie radzić z wychowywaniem własnych dzieci. Na to, czy będą wpadać w uzależnienia, depresję, czy będą radzić sobie z wyzwaniami życiowymi. Sporo tego, prawda? Troszkę to przytłaczające.

Ale jest też dobra wiadomość.

Wszystko, czego potrzebuje od Ciebie twoje dziecko to uważności na jego emocje i potrzeby i reagowania na nie w sposób, który pozwoli mu doświadczyć, że rozumiesz, co się z nim dzieje i nie odrzucasz tego. Tylko tyle i aż tyle. Lekcje tenisa, nauka dobrych manier i kupowanie mu kolejnego zestawu Lego to tylko dodatek.

Jak to działa?

Gdy niemowlę się rodzi, jego mózg nie jest jeszcze w pełni rozwinięty. Niektórzy mówią nawet, że jest jednym z najmniej skomplikowanych organów. Ma za to wrodzoną zdolność do uczenia się świata i siebie od innych, zwłaszcza od matki. W pierwszych miesiącach i latach życia tworzy się mnóstwo połączeń synaptycznych w mózgu. Powstają one na zasadzie skojarzeń - dwa neurony wzbudzane jednocześnie tworzą połączenie. Małe dziecko odczuwa głównie gwałtowne emocje (strach, złość, radość itp.) i dramatyczne potrzeby (jedzenia, ciepła, bezpieczeństwa itp.), choć trafniej byłoby powiedzieć, że odczuwa różne doznania z ciała - mięśni, układu trawiennego, receptorów czuciowych i wrażeń powodowanych przez układ limbiczny oraz pień mózgu. Nazwanie tego emocjami i potrzebami to właśnie efekt dalszego rozwoju mózgu w warunkach bezpiecznej relacji przywiązania z opiekunem.

Badacze już dawno zauważyli, że niemowlę funkcjonuje tak, jakby nie zdawało sobie sprawy z odrębności między nim a światem. Oznacza to, że wszystko to, co się z nim dzieje odbiera bardzo dosłownie jako prawdę o świecie (np. "jestem głodny, więc świat jest miejscem niedosytu i niezaspokojenia podstawowych potrzeb"), a wszystko to, co je spotyka z zewnątrz traktuje jako prawdę o sobie ("widzę, że mama jest zła, kiedy płaczę, więc mój płacz jest zły"). Ma to ogromny wymiar praktyczny. Mózg dziecka tylko częściowo rozwija się w łonie matki, a reszta jego rozwoju odbywa się już w bezpośredniej relacji z nią, tak aby mógł jak najlepiej przystosować się do środowiska, w jakim przyjdzie mu żyć.

Chodzi przede wszystkim o środowisko relacji z innymi ludźmi. Jeśli to środowisko jest bezpieczne i wspierające, człowiek dostaje mocny przekaz na całe życie, że on sam może kształtować świat, świat może być super, a relacje z innymi ludźmi mogą być autentyczne, bliskie i przyjemne. I naprawdę trudno potem wyprowadzić go z tego przekonania. To daje mu siłę do szczęśliwego życia, tworzenia bliskich i satysfakcjonujących więzi z innymi i kształtowania swojego otoczenia.

Co oznacza "bezpieczna i wspierająca" relacja? No właśnie - to jest najważniejsze pytanie. Nie chodzi w tym przypadku tylko o ochronę dziecka przed niebezpieczeństwami i kibicowanie mu przed ważnymi egzaminami. Chodzi... jak zwykle o emocje.

Rozwijający się mózg dziecka potrzebuje odpowiedzi na pytanie, co się z nim dzieje, co to oznacza i co ma z tym robić. Okazuje się, że nie jest to coś, co dziecko samo może wywnioskować, nazwać, opisać i uświadomić sobie tego znaczenie. Jest w tym totalnie zdane na innych. To, co rodzic może dać dziecku w takim momencie, to umiejętność rozpoznawania swoich stanów emocjonalnych i potrzeb, akceptowania ich. Bardzo ważnym "darem", które może ono otrzymać, jest też rozumienie, skąd się biorą emocje i jak działają. Na przykład to, że nie da się kontrolować tego, że występują, więc są czymś naturalnym; że pojawiają się one zawsze w odpowiedzi na coś; że wyrażają jakąś prawdę o naszym aktualnym stanie, ale nie o naszej stałej cesze; że ta sama rzecz może w różnych osobach wzbudzać różne emocje. To od rodziców dzieci mogą doświadczyć zaciekawienia swoimi potrzebami, uznania ich i nauczenia się, że można i warto szukać ich zaspokojenia. Tacy rodzice na złość dziecka nie reagują złością ani zaprzeczeniem, a komunikatem w rodzaju "ojej, ale jesteś zezłoszczony! Co się stało? Czy to dlatego, że nie smakuje ci ta zupka?" Przy czym cała ta wymiana odbywa się głównie na poziomie niewerbalnym - gestów, ruchów, min, odgłosów. Dziecko czuje, kiedy są one dostrojone do niego, a kiedy nie (prawdopodobnie ważną rolę pełnią tu odkryte w latach 90. neurony lustrzane, które pozwalają nam odczuwać emocje innych tak, jakby to były nasze własne)

Jeśli wydaje Wam się oczywiste to, co właśnie przeczytaliście, to jesteście moim zdaniem w zdecydowanej mniejszości, albo się po prostu oszukujecie. Dobrze, że zmienia się to na lepsze, ale nadal w naszej kulturze najczęstszym komunikatem, jaki dziecko słyszy jest "nie smuć się" albo "nie złość się", "nie ma powodu, żeby się złościć", reakcją na płacz dziecka (wyrażający jakąś jego potrzebę) jest często płacz albo krzyk rodzica, a "grzeczne" dziecko to takie, które nie wyraża potrzeb, tłumi lub wypiera nieprzyjemne emocje i ma dużo większą świadomość tego, co wypada albo nie wypada, czyli jakie są potrzeby rodzica, a nie jego własne.

Bowlby, Ainsworth, Main i inni stworzyli szereg narzędzi i procedur badawczych, które pokazały, jak bardzo takie wzorce są trwałe i przenoszą się z pokolenia na pokolenie i jak destrukcyjny mają wpływ na nasze przyszłe życie. Osoby, których rodzice nie dawali im poczucia bezpieczeństwa, dostrojenia i uznania ich emocji, uczą się tak traktować samych siebie, tworząc mechanizmy obronne przed własnymi uczuciami, zobaczeniem rzeczywistości takiej, jaka ona naprawdę jest, czy wchodzeniem w bliskie relacje. Nie radząc sobie z własnymi emocjami, nie radzą sobie również z emocjami swoich dzieci.

Dlaczego świadomość swoich emocji i potrzeb jest taka ważna? Trafnie wyjaśnia to Peter Fonagy, wyróżniając trzy "tryby doświadczania siebie i świata". Wynikają one bezpośrednio z tego, jak kształtowała się więź we wczesnym dzieciństwie.

W trybie "równoważności" psychicznej funkcjonujemy tak, jakby to, co czujemy wewnątrz było równoznaczne z tym, co myślą o nas i czują do nas inni i co nam się przytrafia. Nie odróżniamy przekonań od rzeczywistości. Nie mamy własnej, wewnętrznej tożsamości, do której moglibyśmy się odwołać. Można powiedzieć, że rzeczywistość nas zalewa, a my w zamian zalewamy ją. Można tu sobie wyobrazić osoby, którymi targają gwałtowne reakcje, zmienne stany, które nie wiedzą do końca, kim są, ani czego chcą od siebie i innych.

W trybie "na niby" odcinamy się od rzeczywistości zupełnie, bo czujemy, że zagraża ona naszej tożsamości. Ignorujemy wszystko, co nie zgadza się z naszymi przekonaniami, a to, co sobie wyobrażamy, w naszym odczuciu istnieje realnie. Przykładem takich osób będą sztywni fanatycy, nie uznający różnorodności innych ludzi, ich doświadczeń i przekonań - gotowi walczyć z nimi, byle zachować niezmieniony obraz rzeczywistości w swojej głowie.

Tryb "refleksyjny" oznacza, że widzimy różnicę między światem zewnętrznym a naszym wewnętrznym doświadczeniem i jesteśmy w stanie zobaczyć, jak na to, co się w nas dzieje, oddziałuje środowisko zewnętrzne. Siłę daje nam wewnętrzna wolność, dzięki której możemy być uważni na swoje własne stany, mieć również do nich dystans i dzięki temu otwierać się możliwie w pełni na otaczającą nas rzeczywistość - także na innych ludzi.

Na szczęście, proces "uczenia się" swoich emocji nie jest nigdy do końca zamknięty - i to jest kolejna dobra wiadomość dla nas wszystkich!

"Kto z kim przestaje, takim się staje". Jak wiemy z tego zamierzchłego wpisu, świadomość swoich uczuć i procesów psychicznych jest głównym celem psychoterapii. Nie jest to jednak świadomość polegająca na intelektualnym rozumieniu, nie da się jej nabyć czytając książki czy słuchając wykładów. To dlatego, że "wiedza" o emocjach i potrzebach nie znajduje się w tym samym obszarze mózgu, co znajomość tabliczki mnożenia, umiejętność czytania czy nawet jazdy na rowerze. Świadomość swoich emocji i potrzeb można nabyć tylko w warunkach bliskiej, bezpiecznej, akceptującej relacji. Nie będzie to relacja taka sama, jak z rodzicami - po pierwsze dlatego, że mózg nie rozwija się już w tak dynamicznym tempie jak wtedy, kiedy byliśmy dziećmi; a po drugie, jesteśmy jako dorośli dużo bardziej odrębni i samodzielni i od nikogo nie zależymy w taki totalny sposób. Jednak partner, przyjaciel, nauczyciel czy psychoterapeuta może nam pomóc wyrwać się z tego przeklętego kręgu - dać nam akceptację, rozumienie, dostrojenie, ciekawość - a dzięki temu świadomość nas samych i siłę do szczęśliwego życia.

 

Zapraszam do polubienia "Wiedzy Tajemnej" na Facebooku!

 

Do zobaczenia!

 

 

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [KL] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Wydaje mi się, że trochę tu uprościłeś sprawe. A co z naszymi predyspozycjami genetycznymi, z którymi już się rodzimy? A one mają ogromny wpływ na nasz charakter i interakcje z innymi. I czasem jakbyśmy nie byli wychowywania to natura bierze górę...

  • huberthryc

    Jasne, że dzieci - i ludzie w ogóle - różnią się między sobą. Tylko, że ten wpis nie jest o tym, tylko o tym, że wszystkie mają wrodzoną potrzebę więzi i odzwierciedlania ich emocji, a zaspokojenie tej potrzeby daje im bardzo mocną podstawę do bycia w kontakcie ze sobą, budowania satysfakcjonujących relacji i szczęśliwego życia.

    To, że dzieci nie są takie same oznacza, że to odzwierciedlanie nie jest mechaniczną, powtarzalną czynnością, tylko że chodzi właśnie o ciekawość tego, co przeżywa i czego chce to konkretne dziecko i otwarcie się na jego niepowtarzalność. A także na to, co ja przeżywam w kontakcie z tym dzieckiem. Kluczem nie jest spełnianie jakichś wytycznych, tylko otwartość, uważność i ciekawość.

    Co do predyspozycji genetycznych - to bardzo, bardzo, ale to bardzo skomplikowany temat, bo aktualnie genetyka i neuronauka aż kipią od badań, teorii i odkryć - często bardzo zaskakujących i nieoczywistych - to, co nam się wydaje wrodzone, może być nabyte, a to co nabyte - wrodzone. To z pewnością temat na któryś z kolejnych wpisów.

  • Gość: [Selise] *.play-internet.pl

    "Kto z kim PRZYSTAJE, takim sie staje"

  • huberthryc

    Wydaje mi się, że jednak "przestaje". Słownik PWN podaje znaczenie słowa "przestawać" jako "obcować, zadawać się z kimś"

    sjp.pwn.pl/sjp/;2511205

© Wiedza Tajemna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci