Menu

Wiedza Tajemna

BLOG O PSYCHOTERAPII

RELACJA TERAPEUTYCZNA

huberthryc

 

Poprzedni wpis był o tym, jak ważna dla rozwoju dziecka jest więź, rozumiana nie tylko jako zapewnianie bezpieczeństwa i opieka, ale też dostrojenie emocjonalne, akceptacja emocji i adekwatne reagowanie na nie. Wspomniałem również o tym, że w dorosłym życiu nasz mózg - i zapisane w nim schematy zachowań, kontakt z emocjami i potrzebami - również w jakimś stopniu może być kształtowany w warunkach bliskiej relacji.

Od wielu lat zadawano pytanie, jak to się dzieje, że mimo iż psychoterapeuci pracują w bardzo różnych nurtach i szkołach (moje subiektywne wrażenie jest takie, że były one kiedyś dużo dalej od siebie niż teraz), osiągają oni statystycznie podobne wyniki. Zastanawiano się, jakie techniki, słowa, interwencje, zachowania terapeuty sprawiają, że terapia działa lub nie. Czy kluczowe jest interpretowanie nieświadomości, może tropienie automatycznych myśli, ćwiczenie nowych zachowań, albo emocjonalne katharsis? Z badań, które przeprowadzano, coraz wyraźniej wyłaniał się wniosek, że czynnikiem, który ma największe znaczenie dla terapii, jest - zgadliście! - relacja ze słuchającym, zaciekawionym naszymi przeżyciami, uważnym na nas i akceptującym terapeutą.

Innymi słowy - nawet najmądrzejszy psychoterapeuta, jeśli nie będzie przeżywany przez pacjenta jako empatyczna i skupiona na nim osoba, może ponieść porażkę terapeutyczną mimo swoich niesamowicie mądrych, wnikliwych i odkrywczych interpretacji.

Nie znaczy to, że terapeuta musi być "ciepłymi kluchami" i mówić tylko miłe rzeczy. Wręcz przeciwnie - chodzi też o to, żeby był autentyczny i sam miał kontakt ze swoimi emocjami w trakcie sesji. Bo właśnie ta autentyczność i uważność na to, co dzieje się w relacji jest tym, z czego pacjent najbardziej może skorzystać.

A dzieje się naprawdę dużo.

Komunikacja między ludźmi nie odbywa się tylko przy pomocy słów, zapachu, dotyku czy zachowań, ale także subtelnych gestów, które odbieramy, przetwarzamy i reagujemy na nie, mimo iż świadomie nawet nie zdajemy sobie z nich sprawy. Wspomniane w poprzednim wpisie odkrycie neuronów lustrzanych wyjaśnia, jak to jest możliwe. Ludzie w ten sposób po prostu czują wzajemnie swoje emocje. Atmosferę rozluźnienia albo napięcia ("atmosfera jest tak gęsta, że można by zawiesić siekierę w powietrzu"), złość, lęk, podniecenie, miłość ("jest między nami mięta"). Często, mimo tego, że to czują (i reagują!), nie są tego intelektualnie świadomi, dzieje się to właściwie poza ich kontrolą. Czasem zdają sobie z tego sprawę, ale o tym nie mówią, bo np. wydaje im się to dziwne. Być może ich rodzice mieli zwyczaj udawać, że czują coś innego niż czują, więc ci nauczyli się nie zwracać uwagi na swoje uczucia i wrażenia i nie ufać im.

Jeśli wydaje Wam się, że skoro Wasz psychoterapeuta wie, że właśnie pomyśleliście o czymś ważnym, trudnym, albo poczuliście jakąś emocję, to jest magikiem, który czyta w Waszych myślach - rozczaruję Was. Nie czyta w Waszych myślach, tylko w swoich emocjach.

No dobrze, czasem zauważa też sygnały, które wysyłacie, nie zdając sobie z tego sprawy. Ruszacie nogami, zaciskacie pięści, oblizujecie usta, wiercicie się w fotelu... Wszystko to są oznaki przeżywania lęku, albo różnych emocji, które pojawiają się w momentach, w których rozmowa, albo Wasze myśli schodzą na jakiś trudny temat. Są to techniki używane np. przez terapeutów z nurtu ISTDP (przedstawienie tego nurtu jest idealnym materiałem na jeden z kolejnych wpisów). Moim ulubionym sygnałem jest wzięcie przez pacjenta pojedynczego głębszego oddechu - oznacza umiarkowany, optymalny poziom lęku, który wskazuje, że temat, którym aktualnie się zajmujemy jest terapeutycznie istotny i budzi w pacjencie nie do końca uświadamiane i nie do końca akceptowane emocje.

Wróćmy jednak do czytania przez terapeutę we własnych emocjach. Emocje nigdy, ale to nigdy nie pojawiają się bez przyczyny. Jeśli więc się pojawiają, warto się nad nimi zatrzymać i poszukać tej przyczyny. Być może terapeuta zareagował na zachowanie pacjenta? Albo skojarzył to, co mówi pacjent, z własnym doświadczeniem? Albo... I tu napotykamy bardzo ciekawe i istotne terapeutycznie zjawisko - identyfikację projekcyjną.

Identyfikacja projekcyjna to termin wprowadzony przez Melanie Klein i doświadczany przez psychoterapeutów na co dzień. Oznacza automatyczne, nieintencjonalne wchodzenie w rolę, która pochodzi z wewnętrznego świata pacjenta. Są dwa rodzaje identyfikacji projekcyjnej. W pierwszym z nich doświadczamy bezpośrednio emocji pacjenta, które są przez niego wyparte do nieświadomości. Pacjent mówi, że "nie czuje nic", ewentualnie, że jest senny, brak mu energii, itp. Terapeuta tymczasem czuje np. lęk przed złością pacjenta i kiedy zdecyduje się o tym porozmawiać, może okazać się, że tak naprawdę to pacjent bał się swojej złości do terapeuty. Drugi rodzaj identyfikacji projekcyjnej można porównać do obsadzenia terapeuty w jakiejś roli - zgodnie ze scenariuszem, który został napisany przez pacjenta i jego opiekunów w dzieciństwie i od tej pory odtwarza się w wielu różnych sytuacjach i relacjach. Psychoterapeuta nieświadomie rzeczywiście wchodzi w tą rolę (tym różni się ten mechanizm od mechanizmu projekcji) i trzeba być uważnym, żeby się z niej wydostać. To bardzo potężny i podstępny mechanizm - powoduje, że jeśli np. ktoś był niesłuchany i nie zauważany w dzieciństwie, to tak bardzo będzie chciał być zauważony przez innych, że nieświadomie będzie się natarczywie tego domagał. Ta natarczywość spowoduje, że inni rzeczywiście nie będą chcieli go zauważać i nie będą go słuchać.

Odgrywanie schematów z dzieciństwa jest w ogóle bardzo częstym tematem, który pojawia się w gabinecie psychoterapeuty. Jeśli rodzice zauważali nas tylko, gdy byliśmy piękni i uroczy, będziemy zachowywać się "uwodząco", zachwycając naszego rozmówcę naszym urokiem osobistym. Jeśli liczyliśmy się dla nich tylko wtedy, kiedy nas chwalili, będziemy starali się spełniać oczekiwania terapeuty i wypaść przed nim jak najlepiej. Jeśli odrzucali naszą złość, będziemy ją nieświadomie odrzucać w gabinecie i popadać w zniechęcenie oraz nieświadomie sabotować terapię, tak jak sabotowaliśmy chodzenie do szkoły, sprzątanie i inne oczekiwania rodziców. Jeśli rodzice nie uznawali naszych emocji, sami ich nie uznajemy i nie wierzymy, że inni będą to robić, więc bronimy się nie tylko przed emocjami, ale też przed bliskością - unikając kontaktu wzrokowego, mówiąc obojętnym tonem, dystansując się.

Po co się tym wszystkim zajmować? Ponieważ to, co obserwujemy w gabinecie, jest tylko przejawem tego, jak w naszym życiu odtwarzają się nieświadome mechanizmy i scenariusze, które wpychają nas w znane, ale nie zawsze lubiane tory. Warto zająć się tym, dlaczego nasze przyjaźnie rozpadają się zawsze tak samo, dlaczego wchodzimy w związki z niedostępnymi, odrzucającymi partnerami, po raz kolejny tracimy pracę z powodu konfliktów z szefem albo ulegamy prośbom znajomych nawet wtedy, kiedy nie chcemy ich spełniać, pogrążając się w zniechęceniu, zmęczeniu i frustracji.

W bliskiej relacji z innym człowiekiem nie tylko analizujemy te tematy intelektualnie, ale przede wszystkim "nadpisujemy" połączenia neuronalne i tworzymy nową jakość kontaktu z innymi, ze sobą i swoimi emocjami. To wyjaśnia, dlaczego nie wystarczy raz o tym porozmawiać albo przeczytać w książce, a proces terapii wymaga nieco więcej czasu.

I pamiętajcie - intuicja może nas mylić. Bardzo często to robi! To, że czujemy "coś" w kontakcie z drugim człowiekiem bez udziału słów, nie oznacza jeszcze, że właściwie to interpretujemy. Dlatego warto nie tylko kierować się w relacjach z ludźmi swoimi odczuciami, ale też mówić o nich i z zaciekawieniem słuchać, co ta druga osoba ma do powiedzenia. Właśnie to tworzy prawdziwą bliskość.

Zapraszam do polubienia "Wiedzy Tajemnej" na Facebooku!

Do zobaczenia!

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Czytająca z intuicją] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Witam, gratuluję artykułu. Zgadzam się z treścią poza jednym : intuicja się nie myli i należy jej ufać.
    Błędem jest natomiast chęć, by zmienić czyjś los poprzez sugerowanie czegoś czy nadinrerpretację. Sama intuicja jest bez skazy.

  • huberthryc

    Dziękuję. Moim zdaniem, jeśli intuicja by się nigdy nie myliła, to nie istniałby mechanizm projekcji.

  • Gość: [Kasia] *.ask4internet.com

    Świetna lektura! Pozdrawiam

  • Gość: [W Dialogu] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bardzo ciekawy temat poruszyłaś. Zgadzam się z Tobą co do więzi między terapeutą a osobą chorą. Empatia to główny czynnik który pomaga w osiągnięciu celu.

© Wiedza Tajemna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci