Menu

Wiedza Tajemna

BLOG O PSYCHOTERAPII

ZMIANA

huberthryc

Jeśli dziwicie się, że nowy wpis nie pojawił się tydzień temu, to zapraszam do polubienia strony bloga na facebooku, na której pisałem o tym, że opóźnienie będzie. To tam będę wrzucał wszelkie informacje techniczno-porządkowe, drobne ogłoszenia oraz usprawiedliwienia.

Czy podjęliście już postanowienia noworoczne? Ostatnio dużo się z nich naśmiewamy, zauważamy, że rzadko kiedy udaje się je spełniać. Stały się synonimem porażki i słabej woli.

A przecież zmiana jest możliwa! Zmiana jest sensem psychoterapii. W niektórych podejściach jest podkreślane, że to nie ona jest jej celem, a zwiększenie świadomości i rozumienia siebie, ale przecież mało kto decydowałby się na terapię, gdyby nie oczekiwał zmiany. Widziałem ją wielokrotnie. Pewnie Wy też. Czasem jest tak wyraźna i spektakularna, że wywołuje niemałe wzruszenie. Widziałem ludzi, którzy zmieniają siebie, swoje zachowania i sposoby radzenia sobie, które do tej pory ich ograniczały i sprawiały im cierpienie. Widziałem zmiany dokonujące się w zwiazkach, rodzinach, w życiu zawodowym. Widziałem odwagę zakończenia tego, co jest znane, bezpieczne i przewidywalne, ale powoduje cierpienie, na to, co jest nowe, nieznane i ryzykowne.

A więc - zmiana jest możliwa. Jak jej dokonać? Dlaczego postanowienia noworoczne się nie udają?

Ostatnio zmiana jest modna. Dużo czytamy o wychodzeniu ze strefy komfortu, rzucaniu wszystkiego i zaczynaniu od nowa itp. Zmiana staje się czymś, co daje nam kopa, energię do działania. Jest w tym pułapka, w którą niektórzy wpadają. Zmiana pracy, przyjaciół czy partnera staje się jak narkotyk - dostarcza wrażeń, powoduje przyjemne pobudzenie wynikające z nowości i adrenalinę spowodowaną przez nieznane. I paradoksalnie - staje się czymś stałym. Monotonnym schematem, przy pomocy którego uciekamy przed bliskością, zależnością, przywiązaniem, zaangażowaniem. Staje się "zmianą dla samej zmiany", przestaje mieć związek z rozwojem a staje się ucieczką.

Nie taką zmianę mam dziś na myśli. Chodzi mi o zmianę na lepsze, służącą rozwojowi. Na ogół jest ona świadoma i poprzedzona refleksją. Wszystkie popularne postanowienia noworoczne łapią się na tą definicję.

Zmiana się nie uda, jeśli będziemy próbować ją sobie narzucić. Złamać swoją "słabą wolę" i zmusić się do zrzucenia wagi, nie palenia, regularnego biegania, nauki. Zmiana uda się, jeśli odkryjemy w sobie nasze motywacje i potrzeby i zaakceptujemy je. Wtedy to one staną się motorem i motywacją do zmiany.

Walczenie z samym sobą, stawianie sobie zakazów i karanie się za ich przekraczanie, a także próba zmuszenia się do czegoś, czego nie chcemy, jest bez sensu. Jeśli jemy kolejny kawałek pizzy, to znaczy, że podjęliśmy taką decyzję i zaspokajamy w ten sposób jakąś naszą potrzebę. Jeśli krzyczymy wtedy na siebie, krytykujemy i próbujemy zmusić się do uległości, zachowujemy się wobec siebie jak zły, surowy rodzic, który nie rozumie naszych potrzeb i próbuje siłą wtłoczyć w jakiś niezrozumiały dla nas, obcy nam schemat postępowania. I tłumaczenie "bo tak trzeba" naprawdę nas nie przekonuje, jeśli zupełnie tego nie czujemy.

Kluczem jest bycie dla siebie dobrym. I zrozumienie, czego potrzebujemy i co czujemy.

Zostańmy przy pizzy. Może jedzenie jej to dla nas przyjemność? Może to jej właśnie nam brakuje i moglibyśmy ją sobie dać w inny, lepszy, bardziej satysfakcjonujący sposób? A może to, że robimy coś "niegrzecznego" daje nam poczucie autonomii i buntowania się przeciwko narzucanym normom? Może sposobem na spełnienie tej potrzeby będzie wzięcie za siebie odpowiedzialności i budowanie swojego życia tak, jak byśmy chcieli, mimo tego, że np. rodzice oczekują od nas czego innego? A może jemy, bo czujemy pustkę i potrzebujemy, żeby coś ją wypełniło? Wtedy być może nasz apetyt zaspokoiłaby bliska, satysfakcjonująca, intymna relacja z innym człowiekiem? Przykłady można mnożyć.

Co jest największym źródłem motywacji? Mogą nim być wszelkie nasze potrzeby, pragnienia czy emocje. Na najbardziej podstawowym poziomie można powiedzieć, że przyjemność jest tym, co nas motywuje. A co jest największym źródłem przyjemności? Seks. W szerszym znaczeniu nie chodzi o sam akt seksualny, ale wszystko to, co się z nim wiąże - bliskość, miłość, fascynację, podziw, ekscytację w relacji z innym człowiekiem, rodzicielstwo. To bardzo pierwotne, ludzkie doświadczenie. Wydaje się to banalne, ale pomyślcie o jakiejkolwiek ludzkiej aktywności i z dużą dozą prawdopodobieństwa jej źródła będą gdzieś w tamtych rejonach. Dziwnym trafem jeśli postanowimy sobie, że będziemy się odchudzać, żeby być zdrowsi, żeby dłużej żyć lub być z siebie dumni, może iść nam jak po grudzie i okazać się syzyfową pracą. Jasne, nie jest tak w przypadku wszystkich, ale na pewno w przypadku bardzo wielu osób. A gdybyśmy wtedy pomyśleli, że chcemy być atrakcyjni, być obiektem pożądania kobiet/mężczyzn, zwracać ich uwagę, rzeczywiście się na tym skupimy i będziemy to sobie wyobrażać oraz zaakceptujemy w sobie taką potrzebę okaże się, że nagle ubywa nam kilogramów, a my bez większego problemu wstajemy codziennie biegać o szóstej rano.

Są oczywiście też inne źródła motywacji, na przykład omawiana już na tym blogu wielokrotnie złość, która daje nam siłę i energię do zmiany tego, co nam nie pasuje. Także wszystko to, co aktywuje nasz ośrodek przyjemności w mózgu. Na poziomie egzystencjalnym motywacją może być potrzeba sensu.

Co demotywuje? Lęk. Wiele osób boi się zmiany. Jest to kolejna cecha naszej ludzkiej natury - dążymy do bezpieczeństwa, a bezpieczne wydaje nam się to, co jest stałe. Mimo, iż zmiana jest często źródłem przyjemności, jest również ryzykowna. Nie wszyscy są gotowi na to ryzyko. Różnimy się ogólnym poziomem lęku. Jest to związane z naszymi doświadczeniami, w szczególności wczesnodziecięcymi oraz tymi, które spotkały nas niedawno. Niektórzy lubią ryzyko, bo mają zaufanie do siebie, do świata, a zmiany w ich życiu były zmianami na lepsze. Inni mają złe doświadczenia, boją się tego, co nieznane, bo bardzo często oznaczało to dla nich ból i cierpienie. Dobra wiadomość jest taka, że ogólny poziom lęku w ciągu życia może się zmieniać. Zależy to od naszych kolejnych doświadczeń, a także regulacji lęku na poziomie fizjologicznym (np. przez ćwiczenia, relaksację itp.)

Zmian w nas boją się też niejednokrotnie nasi bliscy. Jeśli się zmieniamy, to nawet kiedy jest to zmiana ewidentnie na lepsze, może budzić w nich niepokój. Jest to dokładnie ten sam mechanizm, który opisałem powyżej - mamy skłonność do szukania bezpieczeństwa w stałości. I jeśli nawet zawsze chciałaś, żeby twój chłopak ćwiczył, modnie się ubierał i interesował kinem niezależnym, kiedy nagle zaczyna to robić, nie budzi to w Tobie entuzjazmu, a raczej niepokój. Dlaczego to robi? Czy kogoś poznał? Czy nadal będzie Cię kochał? Czy jesteś dla niego wystarczająco atrakcyjna? I tak dalej. Jest to mechanizm, który często daje się we znaki np. trzeźwiejącym alkoholikom. Ich bliscy bardzo chcieli, żeby przestali pić, ale zmiana ta tak mocno zaburza homeostazę w rodzinie, że oprócz radości może ona wywołać niemały niepokój. Nie ułatwia to zmiany.

Zmianie w nas sprzyja zmiana otoczenia. Jeśli podejmiemy decyzję, że będziemy się w domu sami uczyć, pracować itp, bedzie to bardzo trudne, bo przyzwyczailiśmy się, że w domu oglądamy telewizję i siedzimy na fejsie. Równie trudne będzie to wtedy, kiedy nie znajdzie się nikt, kto będzie nam kibicował, podzielał naszą motywację czy dawał okazję do mobilizującej, pozytywnej rywalizacji. Ale jeśli zapiszemy się na jakiś kurs, zaczniemy spotykać z ludźmi, dla których ważna jest kariera naukowa i praca albo chociaż zamiast siedzieć w domu pójdziemy do kawiarni, w której inni też będą pracować przy komputerach, będzie nam dużo łatwiej. To właśnie ten mechanizm sprawia, że ludzie, którzy np. wyjadą do innego miasta albo zmienią całkowicie towarzystwo, często stają się kimś niemal zupełnie innym. Jest to też jeden z mechanizmów działania psychoterapii. Do stałego układu rodziny, pracy, znajomych, dokładamy nowy, który siłą rzeczy musimy wziąć pod uwagę.

Wiele osób wyobraża sobie zmianę jako nagłe, spektakularne wydarzenie, związane z jakimś odkryciem, intensywnym przeżyciem, olśnieniem. Prawda jest taka, że takie zmiany należą do rzadkości. Zmiana dokonuje się zazwyczaj powoli, stopniowo. Od nagłych, spektakularnych zmian zazwyczaj uciekamy - są one dla nas za duże, żeby je zaakceptować i czuć się z nimi dobrze. Działa tu zasada optymalnej różnicy - musi być ona na tyle duża, żeby coś w nas zmienić, ale na tyle mała, byśmy ją przyjęli. Nasza psychika woli zmiany delikatne, spokojne i rozłożone w czasie, czasem trudne do zobaczenia na co dzień i widoczne dopiero z dalszej perspektywy. Widywany raz do roku wujek może ze zdumieniem i podziwem powiedzieć Ci, jak bardzo się zmieniłeś, odkąd Cię ostatnio widział, mimo, że Twoi bliscy znajomi tego nie zauważyli.

Z okazji Nowego Roku życzę Wam, żebyście zmieniali w życiu to, co Was przybliży do Was samych, byli dla siebie dobrzy i uważni na swoje potrzeby - niech one dają Wam energię do odważnych, satysfakcjonujących zmian w Waszym życiu.

Do zobaczenia!

 

© Wiedza Tajemna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci