Menu

Wiedza Tajemna

BLOG O PSYCHOTERAPII

AKCJA

huberthryc

 

Wróćmy jeszcze do emocji.

 

Co wynika z tego, że stajemy się ich bardziej świadomi i uczymy się je bardziej akceptować? Tak, jak pisałem, emocje motywują do działania, do zmiany.

 

Jest jednak pułapka, w którą wpada wiele osób. Działanie pod wpływem emocji kojarzy nam się często z czymś nieodpowiedzialnym, niszczącym, krzykiem, atakiem fizycznym. W pewnym sensie jest to prawda - emocje wywołują w nas różne spontaniczne, gwałtowne impulsy.

 

Taka wizja rzadko wydaje nam się zachęcająca. Wyobrażamy sobie, że efektem zaakceptowania w sobie naszej złości będzie to, że staniemy się drażliwi, nerwowi, nieobliczalni, agresywni. Będziemy krzyczeć na innych, wybuchać. Robić awantury. Do czego nam miałoby być to potrzebne? Przecież chcemy, by inni nas lubili i szanowali, a takie zachowania niszczą relacje. Sprawiają, że inni nas się boją albo darzą nas niechęcią. Przebywanie z nami nie jest miłe. Dlatego właśnie tłumiliśmy emocje! Chcemy żyć w społeczeństwie wolnym od agresji, atakowania siebie i wybuchów złości. Chcemy, by nasze relacje takie były.

 

Pora na wprowadzenie terminu "acting-out". W psychologii oznacza on takie zachowanie, które rozładowuje napięcie wynikające z jakiegoś uczucia i przynosi ulgę, ale nie jest skierowane na potrzebę i bodziec, które to uczucie wywołują. Służy wyładowaniu, ale nie rzeczywistemu kontaktowaniu się z uczuciem.

 

Przykład. Żona czuje złość do męża z powodu tego, że ten całymi dniami gra na komputerze, a ona potrzebuje, żeby spędzał z nią czas, żeby rozmawiali, robili coś razem, byli blisko, kochali się. Co robi z tą złością? Co wieczór robi mu awantury, wygłaszając mu wykłady na temat tego, jak powinno wyglądać małżeństwo i krzycząc, że zawiodła się na nim, zrujnował jej życie i ma go dosyć. Efekt? Mąż odsuwa się od niej jeszcze bardziej, bo czuje się zraniony, poza tym nie zgadza się z jej wizją małżeństwa, a przede wszystkim jest mu w tej relacji nieprzyjemnie. Ma o niej coraz gorsze zdanie. Mieszkają razem, choć są coraz bardziej osobno. Żona czuje ulgę po każdej takiej awanturze, ma poczucie, że nie tłumi swojej złości, że mówi wprost, o co jej chodzi. Jednak jej potrzeba pozostaje niezaspokojona. Nie jest bliżej z mężczyzną. Jest samotna w związku.

 

Sednem zdrowej regulacji uczuć jest to, że działanie zamiast służyć chwilowemu wyładowaniu (awantura), jest skierowane bezpośrednio na bodziec, który to uczucie wywołał i ma prowadzić do pożądanej zmiany, która spełni naszą potrzebę.

 

W naszym przykładzie działania żony nie posuwają akcji w żądną stronę. Para stoi w miejscu, frustruje się. Złość ma dawać siłę. Tutaj widzimy niby-złość, która tak naprawdę jest słabością, bezradnością. Gdyby żona miała rzeczywiście skontaktować się ze swoją złością, podjęłaby działanie, które będzie zmierzało do tego, żeby spełnić swoją potrzebę - być blisko. Być może użyłaby innych słów, być może nie wypominałaby mężowi tego, że zrujnował jej życie, być może rozmawiałaby z nim w innych momentach. Może też postawiłaby sprawę ostrzej, w grę wchodziłoby rozstanie, jeśli ze strony męża nie byłoby odpowiedzi. Byłaby też gotowa usłyszeć to, co mąż ma jej do powiedzenia o swoich emocjach. Każdy przypadek jest inny i nie ma jednoznacznych recept. Chodzi o to, że uczucia nie mają wybuchać, niszcząc wszystko wokół i nas samych, pozostawiając nas dalej w tym samym miejscu. Mają być precyzyjnie wymierzone i motywować nas - i to, co wokół nas! - do ruchu.

 

Żeby oddać sprawiedliwość żonie z powyższego przykładu, trzeba zauważyć, że jej mąż też nie jest łatwym zawodnikiem. Nie stosuje co prawda mechanizmu wyładowywania się i acting-out, ale tłumi emocje głęboko w sobie i wycofuje się w swój świat. Można sobie wyobrazić, że stosuje różne nieświadome mechanizmy biernej agresji, które dają mu na jakimś poziomie ulgę, ale również ani na jotę nie przybliżają do rozwiązania problemu, jakim dla niego jest "awanturowanie się" żony. Skontaktowanie się ze złością na niego wymaga więc od żony nie lada odwagi zmierzenia się z jeszcze większą złością i frustracją wynikającą z jego niezaangażowania, odmawiania i nie zauważania tematu. Jak zachowywać się w takiej sytuacji, nie puszcając "pary w gwizdek"? Jak kierować emocje w stronę rozwiązania problemu? Z pewnością się da. Ale nie jest to wcale takie proste.

 

Przykładów takich rozładowujących zachowań acting-out jest mnóstwo. Np. kiedy ktoś nas zezłości, jedziemy szybko samochodem, żeby poczuć się przyjemnie. Jednocześnie stwarzamy zagrożenie dla siebie, a osobę, która wywołała emocję, omijamy szerokim łukiem. Albo kiedy brakuje nam czegoś w naszym związku, nawiązujemy romans lub korzystamy z usług prostytutek - również jest przyjemnie i doznajemy pewnej ulgi, ale energia naszych uczuć przenosi się w zupełnie inne miejsce niż to, z którego pochodzi. Za chwilę wracamy do domu i znów czujemy się sfrustrowani. Taka sytuacja potrafi trwać latami, nie przynosząc żadnego rozwiązania. Gdybyśmy tego nie robili, trudno byłoby nam znieść tę sytuację i mielibyśmy motywację do działania. Albo w kłótniach rzucamy talerzami i demolujemy meble, co zmienia temat rozmowy z tego, co wywołało naszą złość, na to, jacy jesteśmy nieobliczalni i jak powinniśmy się opanować. Czujemy się winni a nasza złość chowa się głęboko w naszych zakamarkach, nie spełniając swojej funkcji. Albo pijemy, bierzemy narkotyki, samookaleczamy się, objadamy. W tę kategorię wchodzą też wdawanie się w bójki, agresja, pobicia "w afekcie".

 

Jak pewnie się domyślacie, nie zawsze granica między "zdrową" regulacją emocji a jej "niezdrowym" rozładowaniem jest łatwa do wyznaczenia. Wyżej wspomniane kryterium adekwatności reakcji do bodźca jest z pewnością bardzo przydatne. Ale co zrobić, jeśli np. mamy różne sprzeczne potrzeby, co zdarza się w ogromnej większości sytuacji, i z żadnej nie jesteśmy gotowi zrezygnować? Co, jeśli jesteśmy w dwóch związkach i oba dają nam coś, co jest dla nas ważne? Co, jeśli bójka, mimo że jest agresywnym, niszczącym zachowaniem, rzeczywiście zmienia naszą sytuację na lepsze? Gdzie jest moment, kiedy należy zakończyć związek, w którym nie czujemy się szczęśliwi i przestać już o niego walczyć? Czy będzie to zachowaniem konstruktywnym, spełnającym nasze potrzeby, czy tylko rozładowaniem, które pozostawi w nas samotność i tęsknotę? Czy jesteśmy w stanie jasno określić, czy jesteśmy w tym związku nieszczęśliwi, skoro daje on nam też dużo dobrego? Czy napicie się wieczorem piwa z przyjaciółmi jest po prostu sposobem na relaks, czy na ucieczkę od uczuć, które powodują w nas napięcie?

 

Ilość tych pytań może wywoływać niepokój. Ale gdybyśmy nie mieli takich dylematów, pewnie oznaczałoby to, że uciekamy od wewnętrznych dylematów w pozorną pewność siebie i w działanie zamiast świadomego namysłu. Zachęcam Was do uważności na swoje uczucia i potrzeby - a także konflikty pomiędzy nimi! - i odważne podążanie do celów, które nam wyznaczają.

 

Do zobaczenia!

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • schizophrenicdeathme

    bardzo mądrze napisane :)

  • polkardbis

    Super post, psychologia jest bardzo ciekawym ciałem jeżeli chodzi o rozwój człowieka.

© Wiedza Tajemna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci